28 czerwca 2011

B-Day


29.06. czyli moje urodziny :)
Liczę, że niewiele z Was pamięta, które to już ;P


W tym roku moje własne życzenia dla siebie są tak różne od tych, które miałam w ubiegłym roku. To niesamowite jak bardzo sprawy potrafią ulec zmianie w tak stosunkowo krótkim czasie.
Tak, czy tak - jestem zadowolona z tego, co się teraz dzieje (mimo, że brak czasu i zmęczenie bywają nie do zniesienia) i czekam na to, co się może wydarzyć. A jestem pewna, że się wydarzy.

Urodziny świętowałam już w niedzielę w londyńskim Browns na Leicester Square wznosząc toasty koktajlami na szampanie (polecam połączenie szampan i gin). Poniedziałek w pracy był... ciężki... i to nie tylko z powodu upału - skromne 31 stopni...
Jeden z koktajli jest na zdjęciu z własnoręcznie zrobionym napisem na zimnym szkle (zdolniacha ze mnie ;P ).

A poniżej ja sama żebyście uwierzyły, że żyję. Chyba mi kuzynka zrobiła zdjęcie zanim się do niego ustawiłam, normalnie nie chodzę na takim wdechu ;)

Wyrównaj z obu stronBędę nadawać w miarę możliwości. A teraz krótkie odnośniki:
@ ju - kochana, w życiu się nie obraziłam!
@ Gabi - pisz kochana, pisz! nawet nie wiesz, jaką frajdę sprawia mi tu czytanie maili od znajomych. może nie odpiszę od razu, ale na pewno cały przeczytam, nawet najdłuższy.
@ Brown Sugar - znalazłam tu super gotową pomidorową, więc na razie nie cierpię z braku polskiej.

@ WSZYSTKIE - dziękuję, że do mnie zaglądacie :*

P.S.
Kto zgadnie kto się odezwał?

25 czerwca 2011

london's calling

Jestem, żyję (chyba) i odzywam się żeby nikt nie pomyślał, że mi sodówa uderzyła od momentu przekroczenia granicy Zjednoczonego Królestwa.
Nie ma mnie tu bo po prostu nie mam czasu i siły... Zarobiona jestem i tyle.

W telegraficznym skrócie:
* jeżdżę tu czasem autem - po "złej" stronie ;P , ale jakoś idzie. Wychodzę z założenia, że niech się boi ten, co jedzie pod prąd... w teorii ja, ale z mojego punktu widzenia, cały Londyn jeździ pod prąd ;P
* dziś zrobiło się tu wreszcie lato. super, bo już nie mogłam patrzeć na spodnie... jest super.
* Angole nie mają pojęcia o robieniu pączków, a zatem tęsknię za polskimi pączkami. Bardzo. prawdziwe są dostępne w polskim sklepie, ale jeszcze nie udało mi się tam dotrzeć.
* cierpię na permanentny brak czasu z powodu ogromnej ilości pracy. w pewnym momencie zaczyna się to robić dość dołujące, że nie ma się nawet czasu iść do sklepu po jedzenie.... bywa. będzie luźniej, to zacznę prowadzić wreszcie jakieś życie kulturalno-towarzyskie.
* tęsknię za rzeczami, za którymi nie sądziłam, że będę tęsknić.

Obiecuję poprawę w obecności :)

cheers! :)