28 września 2011

i want to write a novel

Od kilku dni chodzi mi po głowie pomysł żeby zacząć pisać książkę. Tyle razy od Was tu i kiedyś w KG słyszałam, że podoba Wam się jak piszę. Do tego mam całą masę pomysłów, które mogłabym dalej rozwinąć i przelać na papier. Poza tym moje własne przejścia też mogłyby posłużyć za podkład do jakiejś historii. Kupiłam sobie mały czarny notes Moleskin, w którym zapisuję pomysły, odczucia, zasłyszane rozmowy, miejsca, w których byłam, szczegóły, które zawsze szybko uciekają z pamięci.
Muszę trochę poczytać o konstrukcji powieści i o tym, jak się przygotować, zabrać i przebrnąć przez pisanie.
Kto wie co z tego może wyjść... może tylko kartki do szuflady, a może książka z okładką na półkę... sweet dreams are made of this... ;)

12 września 2011

never too much

Nabyte dziś.
Zgrabne i urocze.
Teraz jeszcze tylko torba do kompletu.
A potem koniecznie rękawiczki w pasującym kolorze.
Następnie przyjdzie czas na jesienny płaszcz, żeby dopełnić całość.
Zastanawiam się tylko, czy ja aby na pewno tu zaoszczędzę na własny biznes ;P

To już moja piąta para butów nabyta od przyjazdu, wychodzi po 1 parze na miesiąc. Fair enough.


Balti Zing, Clarks.

16 sierpnia 2011

tego mi brak

W Londynie jedną z rzeczy, których najbardziej mi brak to pogaduchy przy kawie i ciachu z przyjaciółkami i koleżankami. A ostatnimi dniami mam na takie pogaduchy szczególną ochotę. Dlatego zaparzyłam dla Was kawę, ukroiłam ciacho, siadam i czekam na Was :) .

8 sierpnia 2011

nic nie napiszę...


... ale pokarzę zdjęcia, które wiele mówią ;)


Odsypianie i regeneracja sił trwa do odwołania. Sporo się dzieje rzeczy, które męczą mnie emocjonalnie. Na część nie mam wpływu, muszę czekać jak się same potoczą. Te, na które mam lub mogę mieć wpływ wymagają zbyt wiele ryzyka, na które nie wiem, czy jestem gotowa. Enigmatycznie, bo nie chcę zanudzać. Jakoś się wszystko ułoży. Hopefully.

19 lipca 2011

being spoiled


W niedzielę byłam w ogrodach Wisley pod Londynem, przepiękne miejsce! Odpoczęłam troszkę, odetchnęłam świeżym powietrzem ogromnej przestrzeni (Londyn jest bardzo klaustrofobiczny), oglądałam i wąchałam całą masę cudownych kwiatów i... byłam rozpieszczana ;) Nic więcej na razie nie powiem, ale jest fajnie i to jest... nooo fajne ;P

W tym tygodniu mam trochę luzu i więcej czasu dla siebie, który jak na razie wykorzystuję na odsypianie i regenerację po tych ciężkich 2,5 miesiąca pracy i przede wszystkim nieobecności właściwie wszędzie (którą cały czas obiecuję nadrobić, wbrew powątpiewaniom Gabi ;P ).

Nikt się do Londynu nie chce wybrać..? :)

13 lipca 2011

keeping up


Żyję. I dziękuję za wszystkie życzenia.
Przepraszam tych, którym życzeń nie złożyłam. Już nawet do kalendarza nie zaglądam...
To się wkrótce zmieni. Obiecuję.

28 czerwca 2011

B-Day


29.06. czyli moje urodziny :)
Liczę, że niewiele z Was pamięta, które to już ;P


W tym roku moje własne życzenia dla siebie są tak różne od tych, które miałam w ubiegłym roku. To niesamowite jak bardzo sprawy potrafią ulec zmianie w tak stosunkowo krótkim czasie.
Tak, czy tak - jestem zadowolona z tego, co się teraz dzieje (mimo, że brak czasu i zmęczenie bywają nie do zniesienia) i czekam na to, co się może wydarzyć. A jestem pewna, że się wydarzy.

Urodziny świętowałam już w niedzielę w londyńskim Browns na Leicester Square wznosząc toasty koktajlami na szampanie (polecam połączenie szampan i gin). Poniedziałek w pracy był... ciężki... i to nie tylko z powodu upału - skromne 31 stopni...
Jeden z koktajli jest na zdjęciu z własnoręcznie zrobionym napisem na zimnym szkle (zdolniacha ze mnie ;P ).

A poniżej ja sama żebyście uwierzyły, że żyję. Chyba mi kuzynka zrobiła zdjęcie zanim się do niego ustawiłam, normalnie nie chodzę na takim wdechu ;)

Wyrównaj z obu stronBędę nadawać w miarę możliwości. A teraz krótkie odnośniki:
@ ju - kochana, w życiu się nie obraziłam!
@ Gabi - pisz kochana, pisz! nawet nie wiesz, jaką frajdę sprawia mi tu czytanie maili od znajomych. może nie odpiszę od razu, ale na pewno cały przeczytam, nawet najdłuższy.
@ Brown Sugar - znalazłam tu super gotową pomidorową, więc na razie nie cierpię z braku polskiej.

@ WSZYSTKIE - dziękuję, że do mnie zaglądacie :*

P.S.
Kto zgadnie kto się odezwał?